W poprzednim artykule zastanawiałem się, czy fotografia cyfrowa niszczy nam szare komórki. Nie podałem w nim jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy musi sobie sam na to pytanie odpowiedzieć. Tym razem podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami i ciekawymi rzeczami, na jakie się natknąłem w Internecie.
Końcówka zimy, ciągłe wahania temperatury, zmiana ciśnień. Wszystko kumuluje się i potęguje w nas efekt nadmiernego lenistwa. Mam mnóstwo pomysłów na zdjęcia, całe sesje, które codziennie kiełkują w mojej głowie z prędkością pojawiania się na rynku kolejnych dostaw towarów wyprodukowanych w Chinach. Ale potem stwierdzam, że nie są to dość dobre pomysły i odpuszczam sobie ich realizację. Z ciekawości przeglądam różne serwisy fotograficzne w poszukiwaniu dobrych zdjęć. Ostatnio skupiłem się na portalu Maxmodels. Poświęciłem mnóstwo czasu na przeglądanie zdjęć tam opublikowanych i kolejne złe myśli dobiegły mej głowy. Otóż przemyślenia są następujące:

1. Dzięki w/w portalowi w Polsce zdjęcia typu Fashion mają dużą, jeśli nie gigantyczną górę do pokonania, aby zaistnieć. Otóż posłużę się bardzo prostym przykładem:
Gazeta X potrzebuje dobrej sesji Fashion, zwraca się więc do profesjonalnego fotografa mody. Fotograf szybko wylicza, jaka kwota potrzebna jest na zrealizowanie projektu (podane ceny są mocno zaokrąglone, więc proszę się nimi zbytnio nie sugerować):

  • Znana modelka za 2 dni zdjęciowe – od 4 tysięcy złotych.
  • Oświetlenie, amortyzacja sprzętu – 2 tysiące złotych.
  • Asystenci, styliści, itp., 4 osoby – 2 tysiące złotych.
  • Retuszerzy – od 50 złotych od zdjęcia (słyszałem, że retuszerzy Vouge biorą od 300 euro od jednego zdjęcia!).
  • Dola fotografa – około 5 tysięcy złotych.
Sumujemy i wychodzi nam około 14 tysięcy. Panowie z gazety X patrzą wielkimi oczami i pytają „co tak drogo?” Sesja się nie odbywa, gdyż jest zbyt kosztowna dla tej gazety.
I tu z pomocą przychodzi serwis Maxmodels. Masa dziewczyn, „modelek”  zaznacza, że będzie pozowała za zdjęcia. Więc sprawa prosta. Panowie z gazety X wybierają dziewczynę. Potem przypomina się im, że mają znajomego, który kupił w Saturnie lub innym markecie lustrzankę za kilka tysięcy, a skoro ma lustrzankę to jest „profesjonalistą”. Potem ta osoba robi zdjęcia, dziewczyna zadowolona, bo ma zdjęcia od „profesjonalisty”. Rynek fashion się nie rozwija, a my jesteśmy zasypywani gniotami.
„Postęp!! Jakie to jest proste!” O fotografii kilka przemyśleń
Początki cyfry

Więcej przeczytacie na: www.blog.sztukafotografii.org